Home Newsy BP drugim Enronem?
BP drugim Enronem? PDF Drukuj Email
Już teraz wiadomo, że wyciek ropy z zatopionej platformy wiertniczej Deepwater Horizon, należącej do koncernu BP, będzie jak dotąd największą katastrofą ekologiczną tego typu w Stanach Zjednoczonych, a jeśli tak dalej pójdzie, to być może także i na świecie. Póki co nie udało się bowiem opanować wycieku ropy do wód Zatoki Meksykańskiej. Potrzeba na to jeszcze co najmniej tygodnia, a czas nagli - wraz z nadchodzącym sezonem huraganów, które mogą uderzyć w ten region już w sierpniu, katastrofa ta może przerodzić się w tragedię o niewyobrażalnych wprost rozmiarach – zagrożone mogą być między innymi żyjące z turystki wyspy na Karaibach. Nasuwa się zatem pytanie, czy będzie to ostatni taki przypadek i co można zrobić, aby podobnych incydentów uniknąć w przyszłości?


Sprawa Deepwater Horizon to nie jest pierwszy tego rodzaju problem spółki BP. W 2005 roku doszło do potężnej eksplozji w rafinerii w Texas City, będącej własnością koncernu. Rok później naftowy kolos musiał uporać się z wyciekami z rurociągów na Alasce. Dlatego obecna sytuacja dla niektórych odpowiedzialnych inwestorów na pewno nie jest dużym zaskoczeniem, tym bardziej, że jak widać, firma nie wyciągnęła z tamtych zdarzeń żadnych daleko idących wniosków. Spółka w dalszym ciągu nie była przygotowana na taki rozwój wypadków, zaniedbano także przygotowanie stosownych procedur kryzysowych. Obnaża to słabość planowania działań i projektów w organizacji BP, niedostateczne wdrożenie przepisów BHP oraz regulacji związanych z ochroną środowiska oraz dysfunkcję ładu korporacyjnego (wśród firm z branży energetycznej to właśnie British Petroleum jest w USA liderem po względem wysokości kar i grzywien) i nadwątla wiarygodność spółki. W prasie branżowej mówi się nawet o tym, że BP to nowy Enron. Zatem jedyna szansa na to, aby firma BP nie dała już więcej plamy, jest szybkie spłacenie wszelkich zasądzonych odszkodowań oraz aktywne włączenie się w odtworzenie ekosystemu w rejonie Zatoki Meksykańskiej, a czuwać nad realizacją tych zamierzeń winni inwestorzy.

W grę wchodzą oczywiście olbrzymie kwoty. Jak dotąd szacuje się, że BP było zmuszone ponieść nakłady w wysokości 1 miliarda dolarów, jednak, jak się nie trudno domyśleć, jest to dopiero początek. Przy obecnej skali katastrofy eksperci szacują, że suma ta może być nawet 40 razy większa. Rozmiar tej tragedii w zasadzie stawia pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie brytyjskiego giganta i budzi niepokój wszystkich grup interesariuszy. Mówi się między innymi o tym, że spadek wartości firmy (akcje spadły mniej więcej o połowę), ułatwiłby przejęcie BP przez innych graczy na tym rynku, na przykład Exxona lub Shella. Jednak ta sytuacja może być dla odpowiedzialnych inwestorów także okazją do tego, aby bliżej przyjrzeć się jej przyczynom i podjąć stosowne kroki w celu rozwiązania chociaż części tych problemów w przyszłości.

Przede wszystkim konieczne jest pełne zaangażowanie koncernu BP w proces usuwania skutków wycieku ropy, jak tylko uda się go opanować. Będzie to na pewno wymagało sporo czasu, dlatego tak ważne jest, aby dbać o te kwestie jeszcze na długo po tym, jak informacje o  Deepwater Horizon  zejdą z pierwszych stron gazet i internetowych dzienników. Równie długo mogą ciągnąć się sprawy sądowe o odszkodowania z tego tytułu i również inwestorzy powinni dopilnować, aby wszelkie roszczenia znalazły zadośćuczynienie. Ponadto należy za tę sytuację pociągnąć do odpowiedzialności zarząd firmy, szczególnie zaś rozpatrzyć przypadek dyrektora generalnego,  Tony'ego Haywarda, który swoimi niefortunnymi wypowiedziami na temat amerykańskiego systemu sądowniczego dodatkowo naraził na szwank reputację firmy. I wreszcie konieczne są natychmiastowe zmiany w sposobie zarządzania koncernem BP, z uwzględnieniem zasad zrównoważonego rozwoju oraz norm bezpieczeństwa.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież